- Dziadku, nie widziałeś przypadkiem takiej małej białej pigułki?
– Nie, a ty widziałeś tego smoka co spaceruje w ogródku?
W publicznej toalecie kabinki oddzielone są tylko cieńką ścianką, od dołu i góry szeroki prześwit. W sumie wszystko słychać, co się dzieje obok.
W jednej z kabin słychać rozpaczliwe:
– Aaaaaaaaaaaeeeeeeeeeeee!
W drugiej również rozlega się donośne:
– Eeee, eeee, eeee, eeee, eeee…
Znów z pierwszej:
– Aaaaaaeeeeeeeeeeeeeeeee!
Drga kabina odpowiada:
– Eeee, eeee, eeee, eeee….
W pierwszej:
– Aeeeeee… Plum!
Z drugiej:
– O, gratuluję!
Pierwsza:
– Nie ma czego, to tylko okulary.
Bogdan baraszkował w najlepsze z kochanką, gdy usłyszał, że samochód jej męża wjeżdża na podjazd. Niewiele myśląc złapał swoje ubranie i wyskoczył przez okno, mimo, że na zewnątrz padał deszcz. Traf chciał, że ulicą przebiegał właśnie maraton. Bogdan postanowił dla niepoznaki dołączyć do zawodników.
– Zawsze biegasz nagi? – zapytał go po przebiegnięciu kilku kilometrów jeden z biegaczy.
– Tak – odparł Bogdan. – Czuje się wtedy naprawdę wolny, a powiew wiatru przyjemnie chłodzi moją skórę.
– To dlaczego biegniesz z ubraniem pod pachą? – dopytuje się sportowiec.
– Po zakończonym biegu mogę od razu ubrać czyste ciuchy – wyjaśnił Bogdan.
– A zawsze biegasz z nałożoną prezerwatywą? – zapytał zawodnik.
– Nie, tylko kiedy pada.
Warszawiak, Ślązak i Kaszub pojechali na wczasy do Egiptu. Gdy płynęli łódką, wyłowili z wody gliniany dzban z dziwną pieczęcią. Po chwili złamali tę pieczęć i z dzbana wyleciał Dżinn.
– Uwolniliście mnie, spełnię wasze trzy życzenia. Po jednym na każdego.
Kaszub:
– Ja tak kocham Kaszuby… Niech zawsze woda w jeziorach będzie czysta, ryb będzie pod dostatkiem, a turyści niech będą porządni i bogaci.
Dżinn:
– Nudnawe życzenie, ale jak chcesz. Zrobione.
Warszawiak:
– Wybuduj dookoła Warszawy ogromny mur, żeby odgrodzić moje miasto od reszty tego zacofanego kraju i żeby żadni wsiowi mi tu nie przyjeżdżali.
Dżinn:
– OK. Zrobione. Teraz ty – Dżinn zwraca się do Ślązaka.
Slązak:
– Powiedz mi coś więcej o tym murze wokół Warszawy.
– No, otacza całe miasto, jest betonowy, wysoki na kilometr i szeroki na trzy kilometry u podstawy. Mysz się nie prześlizgnie.
Slązak:
– Dobra. Nalej wody do pełna.
Podczas kursu na skałkach wspina sie młoda adeptka razem z instruktorem.
Nagle dziewczyna zaczyna szukać reką nerwowo… i mówi:
– Panie instruktorze, nie mam chwytu!
Instruktor uspokaja:
– Poszukaj, sprawdź po prawej. Po chwili dziewcze krzyczy uradowana:
– Mam! Mam szparę, cała ręka wchodzi!
– Ty się kurna nie reklamuj, tylko wspinaj!
Dyrektor dużej fabryki wzywa do swego gabinetu sekretarkę.
– Pani Jolu! Czy, tak jak prosiłem, dała pani do gazety ogłoszenie, że poszukujemy nocnego stróża?
– Oczywiście, panie dyrektorze. Zrobiłam, jak pan prosił!
– I jaki efekt?
– Natychmiastowy. Ostatniej nocy okradziono nasz magazyn.
W zatłoczonym autobusie:
– Co się pan tak pchasz na chama?
– A bo to w takim tłoku można wybierać?
- Jak państwo wiecie, w językach słowiańskich jest nie tylko pojedyncze zaprzeczenie. Jest też podwójne zaprzeczenie. A nawet podwójne zaprzeczenie jako potwierdzenie. Nie ma natomiast podwójnego potwierdzenia jako zaprzeczenia.
Na to głos z ostatniej ławki:
– Dobra, dobra…
- Jak pan myśli co jest w dzisiejszych czasach większym problemem: niewiedza czy obojętność?
– Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.
Ojciec odbiera pociechę z przedszkola. Nagle zwraca sie do opiekunki:
– Proszę Pani, ale to nie jest moje dziecko!
– A co za róznica i tak Pan jutro je przyprowadzi.
Rozmawiają dwie przyjaciółki:
– Szef dał mi podwyżkę, kiedy dowiedział się, że swojemu synowi dałam jego imię!
– Mi także dał podwyżkę, kiedy swojemu synowi nie dałam jego nazwiska.
Posłuchałam w końcu dobrej rady, jaką znalazłam w pewnym czasopiśmie i nareszcie odnalazłam spokój duszy…
Było tam napisane:
“Sposób, jak osiągnąć spokój wewnętrzny polega na tym, że trzeba skończyc wszystko to, co się rozpoczęło.”
W domu rozejrzałam się dookoła i zastanowiłam się, co rozpoczęłam i w połowie przerwałam…
Zanim wyszłam do pracy, dopiłam butelke czerwonego wina, potem skonczyłam rum, Martini, wódke brzoskwiniową i pudełko czekoladek.
Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się teraz fajnie czuję!
Przekaż to wszystkim tym, którzy chcą odnaleźć spokój duszy!
W aptece:
– Pse pana, cy to pan spsedaje tlan?
– Tak dziecko, a o co chodzi?
– Pocekaj skulwysynu as dolosne, to ci taki wpieldol splawie ze popamiętas!
Ojciec ogląda zeszycik synka:
– Czemu, kurteczka, tak nierówno literki piszesz?!
– To nie literki tatulu, to nuty.
- Mamooooooo, a czemu tatuś chce z balkonu skakać?
– Nie mam pojęcia, synku. Doprawiałam mu rogi a nie skrzydła.
- Cześć Rysiek. Wiesz co, nie chcę, żebyś do nas więcej przychodził.
– Jak to, co się stało?
– No nie, po prostu nie przychodź.
– Ale co się stało, do cholery?
– Jak byłeś u nas ostatnio, to zginęło nam 150 złotych.
– Chyba nie myślisz, że to ja?
– No nie, pieniądze się znalazły, ale wiesz, niesmak pozostał.
Rozmawiaja owoce egzotyczne.
– Jestem kiwi. Co każdego ożywi.
– Jestem cytryna. Lubi mnie rodzina.
– Jestem marakuja.. yyyyy… nie wiem, co powiedzieć…
W pogotowiu ratunkowym dzwoni telefon:
– Panie doktorze, proszę przyjechać, synek połknął otwieracz do butelek…
– Zaraz będę. A co państwo zrobili do tej pory?
– Otwiaralim o framuge.
Wsiada punk do autobusu, na głowie ma irokeza a na nogach glany. W tym momencie wstaje zatroskana starsza pani i łagodnym tonem przemawia do punka:
– Usiądź synu bo widzę, że jesteś po chemioterapii i nosisz buty ortopedyczne.
Rok 1497. Płynie sobie statek piracki straszliwego kapitana ‘Rudobrodego’. Nagle na horyzoncie pojawia się statek towarowy. Majtek z bocianiego gniazda woła:
– Kapitanie statek towarowy na horyzoncie!
– Dobra jest! Podajcie moją czerwoną koszulę!!!
Kapitan założył koszulę, dokonali abordażu, straszliwej rzezi i statek był ich. Płyną dalej. Nagle na horyzoncie pojawia się drugi statek towarowy.
Majtek z bocianiego gniazda woła:
– Kapitanie statek towarowy na horyzoncie!
– Dobra jest! Podajcie moją czerwoną koszulą!!!
Znów założył koszulę, dokonali abordażu, straszliwej rzezi i statek był ich. Po kilku takich “akcjach”, jeden z marynarzy pyta:
– Kapitanie! Dlaczego na “akcje” zawsze zakłada pan czerwoną koszulę?
– Bo jak napadamy na statek, to mogą mnie przecież ranić, a na czerwonej koszuli nie widać plam krwi. A gdy nie widać, że kapitan jest ranny, to duch załogi nie upada i wszyscy walczą jak lwy!!!
W tym momencie majtek z bocianiego gniazda woła:
– Kapitanie 12 brytyjskich statków wojennych!!!
– Dobra jest!!! Podajcie moje brązowe spodnie.
Jeżeli codziennie wstajesz rano we wspaniałym nastroju, uprawiasz kosmiczny seks I to z wielka ochotą, na ulicy wszyscy się do Ciebie uśmiechają, życie jest piękne I nie masz żadnych problemów, a praca sprawia Ci wielka przyjemność
NARKOTYKOM POWIEDZ NIE!!!
Siedzi w pokoju dwoje SZYBKICH. Siedzą, nic nie robią – nuda. Pierwszy:
– Może herbatę zrobimy?
– Dobry pomysł.
I nagle w pokoju wicher – czajnik wstawili na kuchenkę, herbatę do szklanek wrzucili, wrzątkiem zalali, pobiegli do sklepu po cukier, podali do stołu – wszystko trwało nie więcej niż 8 sekund. Wypili, siedzą, nic nie robią – nuda. Drugi:
– Może zadzwonimy do Wacka? Wódki przywiezie, dziewczynki jakieś ze sobą weźmie?
– Dobry pomysł.
I śmiga do telefonu, podnosi słuchawkę, z prędkością dźwięku wybiera numer i mówi jakby strzelał z kałasznikowa:
– Wacek, przjzdzj, nudn, wdke przwz, o dziwcznch nie zpmnij!
Minęly 2 sekundy i rozlega sie dzwonek. Obydwoje rzucają się w kierunku drzwi, otwierają błyskawicznie 5 zamków i patrzą, a za drzwiami nikogo, tylko powoli, kołysząc się na wietrze opada pod drzwi kartka papieru. Podnoszą, czytają:
– Poszliśmy w pi*du, jak długo kur*a można czekać?
Dwóch nowobogackich spotyka się w knajpie. Jeden mówi do drugiego:
– Ładny masz krawat. Ile za niego dałeś?
– 500 zł!
– Ale ty jesteś frajer! Ja bym ci powiedział, gdzie można kupić taki sam krawat za 1500zl.
Impreza informatyków. Wódka leje się szerokopasmowym strumieniem.
Dwóch adminów pije bruderszafta:
– To co? Mówmy sobie po IP!