May 16

Dwóch pijoków zamiast po chodniku to szło torem kolejowym. Ten jeden cos zmiarkowoł i rzecze:
– Pierona, Francek – patrz jakie te schody są długie!
– Te schody, jak te schody, ale patrz jakie te gelendry (poręcze) są niskie
– To pódź poczekomy bo chyba winda jedzie.

Dodał:

May 16

Teroz to wszędzie na całym świecie zamiast ludzi wprowadzają maszyny. Jo nie wiem czy to dobre, ale tak ponoć jest. Roz też przyszła komisyjo zwiedzić taki nowy zakład i ten kierownik ich oprowadzo, pokazuje wszystko, a potem to pokozoł im blank nowe instalacje i pado:
– Ta instalacjo zastępuje aż sześć ludzi.
– Och! – godo komisyjo. _ A kto je obsługuje?
– Siedmiu specjalistów – pado kierownik.

Dodał:

May 16

Sędzia pado do złodzieja:
– Zrobliście aż siedem włamań w ciągu tygodnia!
– No ja. Widzą, że złodziej nie mo niedzieli, wysoki Sądzie.

Dodał:

May 16

Roz sie Antek rozchorowoł, wzion i umarł. Franckowi to tak blisko ku sercu przyszło, że nie trwało długo i on też wnet stoł pod bramą rajską. Klupie i klupie w te dźwierze, ale dostać sie nie mógł, bo ci anieli tak w niebie głośno śpiewali. Nojbardziej to jednak było słychać Antka. Nic ino wrzeszczoł “Hosanna Alleluja, Hosanna Alleluja!”.
Tego już było Franckowi za długo. Czekoł i czekoł, klupoł i klupoł, aż sie rozeźlił i zaczął szpetnie przeklinać. Te “ogniste pierony” to ino tak jeden za drugim furgały. Teroz było mu już blank jedno czy pódzie do nieba czy do piekła. Naroz brama sie otwarła i wyskoczył z niej Antek w biołej, długiej koszuli z lelują w ręku i woło na całe gardło:
– Słuchejcie anieli! To jest dlo mie prawdziwo niebiańsko muzyka, to jest balsam dlo moich uszu. Czy słyszycie te dzwony ojczyzny? To są głosy mojego Śląska. Wpuście kamrata do nieba! – No i tak Francek sie tam dostoł.

Dodał:

May 16

W katastrofie górniczej zginął Kulik. Górnicy się naradzali jak to Kuliczce powiedzieć, że już nie mo chłopa. Wybrali do tego Francka, bo pedzieli, że on sie nojlepiej do takich babskich spraw nadaje. Toż Francek poszoł, zaklupoł i pado:
– Mieszko tu wdowa Kuliczka?
– Coście? Przecę jo nie wdowa! Mój przyjdzie o drugiej ze szychty!
– A o co weta, że jednak wdowa! – pado jej Francek.

Dodał:

May 16

Roz jeden górnik kupił synowi gitarę, ale bez strun. Synek pado:
– Ojciec, po co mi gitara bez strun?
– Naprzód pokoż co umiesz. Jak się nauczysz grać, to ci i struny kupię.

Dodał:

May 16

Spotyko się dwóch ojców. Jeden sie chwoli:
– Ty Józek, wiesz jak mój Antek fajnie kląć umie.
– A wiela mu to?
– Już 4 lata.
– A rzykać umie to już?
– Czyś ty głupi, takie małe dziecko?!

Dodał:

May 16

- Zefliczku – pyto brata Marika – za coś ty te lejty wzion?
– Wzion? Sami dali!

Dodał:

May 16

Roz jeden synek przylecioł do piekarni i woło:
– Dejcie mi dwie żymły i jedna bułka!
– Przecież to jest to samo – pado piekorz.
– Ale kać tam! Żymła jest żymłą a bułka – bułką.
Piekorz mu sprzedoł, ale jak synek już mioł wyjść ze sklepu, pado mu jeszcze roz:
– No dyć pwiedz mi – a to był piekorz ze Śląska – no powiedz mi czemu to nie jest to samo?
– No bo widzą, te dwie żymły są dlo babki i mojej matki, a ta bułka jest dlo ciotki, a ona jest z Sosnowca.

Dodał:

May 16

- Piekorzu, mocie suche bułki?
– Mom synku, mom.
– To dobrze wom tak, mogliście je sprzedać jak były świeże!

Dodał:

May 16

- Słuchaj ino synek, od porę dni już zaś mosz trochę lepsze te zadania domowe, nie robisz tyla błędów co przed niedzielą. Jak to się dzieje?
– Ano wiedzą panie rechtór, mój ojciec mo drugą zmianę!

Dodał:

May 16

Roz w kopalni było dwóch kumplów. Antek i Francek. Antek był bardziej leniwy od Francka. Toż też roz zjechoł na dół fedrować, ale nie chciało mu sie łopaty brać. Zostawił ją na wierchu i przywiesił do niej kartkę: “Francek jak zjedziesz na dól, weź moją łopatę boch jom zpomnioł Antek”.
Francek se kartkę przeczytoł i na drugiej stronie napisoł: “Łopaty żech nie widzioł Francek”.

Dodał:

May 16

Jechoł górnik samochodem. Po drodze zatrzymała go panienka i prosi, żeby ją podwiózł. Jak jechali przez las, jemu zachciało sie loć. Powiedzioł: – wyboczcie panienko, muszę wyjść i coś w motorze zrobić. Wylozł, podniósł maskę i udawając, że robi przy motorze, loł do rowu.
A z tego rowu głos:
– Ty pieronie, co robisz?
– Cicho…mom w aucie kobietę, cicho!
– A co ty pieronie myślisz, że jo tu z królikiem siedzę?!

Dodał:

May 16

- Wiesz Antek – pado Francek – jo to bych tak chcioł fedrowac na Północnym Biegunie.
– Ale coż ci sie też zachciało?
– Bo widzisz, tam jest pół roku noc, to bych społ i leżoł, że aż hej.
– No ja, ale tyś zapomnioł, że tam jest pół roku dzień, to byś ale fedrowoł!!
– Coś ty! Przecę mie obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy.

Dodał:

May 16

Przyszedł chłop do restauracji i obstalowoł se parówki i żemłę. Kelner przyniósł, a chłop patrzy na talerz i pado:
– Co to? Zmniejszyliście porcje?
– Nie, ino robiliśmy remont i wstawiliśmy wieksze stoły, to sie tak teroz wszystkim będzie zdowało.

Dodał:

May 16

- Ty Karlik, ponoć ty całymi dniami u mojej baby wysiadujesz? Pilnuj sie bracie, bo jak nie to…
– Coś ty taki zazdrosny – pado kolega – żeby to w nocy przychodził ale w dzień?
– Już ty mi Karlika nie broń, jo go dobrze znom. Z niego to taki pieron, że on nawet w dzień przenocować umie!

Dodał:

May 16

Spotkoł roz kolega drugiego i pyto go:
– Cóż tam u ciebie słychać?
– Ano starzeję sie i chcę się ożenić, coby mi kto mioł aby oczy zawrzeć.
– No wiesz – pado kolega – jo ci powiem prowdę. Miołech dwie baby, ale one mi dopiero oczy otwarły!

Dodał:

May 16

Spotkało sie roz dwóch górników i tak rozprowiają:
– Patrz jaki ten świat dziwny – pado ten jeden – Jak górnik jest chory to sztygar godo, że jest pijany, a jak sztygar są pijani, to sie pado, że są chorzy.

Dodał:

May 16

Roz na grubie spotkali sie górnicy – kamraci. Siedli na kara i zaczli se rozprawiać. Ten jeden padoł:
– Jak jo był w Afryce to mie roz lew gonił.
– To jeszcze nic, – pado ten drugi. – Jak jo był w Afryce toch widzioł jak jeden lew skoczył na człowieka i go żywcem pożarł.
– To jeszcze nic takiego pado trzeci. – Jak jo był w Afryce toch widzioł jak lew gonił człowieka, potem go pożarł i wypluł!
A ten czwarty górnik sie ino przysłuchiwoł i naroz pado:
– Kamraty! To jo jest ten istny, co mnie lew gonił, pożarł a potam wypluł. Narszcie mom świadka na to, bo mi żoden wierzyć nie chcioł!

Dodał:

May 16

Jednemu górnikowi zmierzła robota na dole. Pociepł kopalnia i wybroł sie na wieś. No i tam trza na polu robić pra, no to on się wybiero na pole. Pado do baby:
– Cygarety mom?
– Mosz!
– Zapałki mom?
– Mosz!
– Bat mom?
– Mosz!
– Kwaretka jest?
– Jest!
– No to wio!
A jak przyszedł na pole to patrzy, a on pługa zapomnioł.

Dodał:

May 16

Do restauracji w Bytomiu przyszoł taki fajny młodzik. A w kącie siedzieli przy piwie górnicy. No i ten młodzik pyto sie kelnerki czy może dostać dwa kreple, no ale on pedzioł po gorolsku “pączki”. I ta kelnerka przyniosła mu te pączki. A on jej na to:
– Za te dwa pączki
Całuję panią w rączki.
To spodobało się kelnerce i pyto go czy by jeszcze czegoś nie chcioł.
– No to dwa ciasteczka proszę. – Kelnerka przyniosła a on jej tak:
– Za te ciasteczka
Całuję panią w usteczka.
A ci górnicy przy piwie to ino słuchali, ale jeden nie wytrzymoł i pado na głos:
– Panie, a możebyście se i zupę obsztalowali!

Dodał:

May 16

Młoda dziołcha wleciała uradowano do izby i pado:
– Babko, pamiętocie wy jeszcze jak wos kto pierwszy roz pocałowoł?
– Coś ty, jo już nawet tego ostatniego nie pamiętom.

Dodał:

May 16

Roz jechała jedna baba tramwajem do Chorzowa. Konduktorka pyto ją kaj jedzie?
– Do Chorzowa – pado baba.
– Do Starego? – pyto konduktorka, no bo to i Stary Chorzów jest.
– Nie! – pado baba, – do Emy prać.

Dodał:

May 16

Roz spotkało się trzech kolegów. Wypili se i terozki stoć musieli na przystanku, żeby do dom zajechać. No i ten jeden tak prawi:
– Jakby tak stoła tu moja staro, to by przez drzwi do tramwaju nie wlazła, bo tako jest grubo.
– To jeszcze nic – pado ten drugi. Jakby tu stoła moja staro, to by sie ani tramwaj na szynach nie zmieścił. Przecież jak idę z nią do teatru to kupuję trzy bilety, bo jeden stołek jej nie styknie.
– To jeszcze nic – pado ten trzeci – moja baba jest i tak grubszo. Mo taki fajny stanik, to jak jo go zaniósł do pralni, to mi padali “namiotów do czyszczenia nie przyjmujemy”.

Dodał:

May 16

Na jednym odpuście był bardzo wielki ścisk. No i jednej starej babie ukradli w tym ścisku pieniądze. A miała je w kiecce w kabzie. Przyszła zatem z płaczem do proboszcza i prosi, coby proboszcz z ambony wygłosili i sumienie złodziejowi skruszyli. No ale farorz ją naprzód pytają:
– A nie zmiarkowaliście nic jak wom tam kto ręka wsadzowoł?
– Ja! – pado baba. – Zmiarkowałach, ino myślałach że to w dobrych zamiarach.

Dodał: