W świetlicy GS trwa spotkanie przedwyborcze. Kandydat na senatora mówi do zgromadzonych:
– Chcę was uwolnić od komunizmu, anarchizmu, klerykalizmu…
– A macie panocku coś na reumatyzm?
Siedzi se syneczek przi kałuży i pije ta woda.
Na to przichodzi tako stareczka we plyjdzie i pado mu:
– Synek, nie pij tyj wody, bo to je sam maras, puć sam ino do mie, dom ci szolka tyju…
– Proszę, co pani mówiła?
– A nic, nic, pij, pij goroliku, pij…
W szkole pyto sie rechtór dzieci:
– Po czym dzieci poznomy czy kura jest staro czy młodo?
– Po zębach panie rechtór – pado Alojzik.
– Przecież kura nie mo zębów!
– No to jest szczero prowda, ale my momy zęby panie rechtór!
Po wczasach we Francji wracają do Polski: Masztalski, jego najstarszy syn i ojciec.
– Och te Francuzki – wzdycha syn. – Co za temperament!
– A co za finezja! – dodaje Masztalski.
Po chwili odzywa się jego ojciec:
– A… ile… cierpliwości mają…
Spotkało sie roz dwóch górników.
– Zeflik znosz śląski napój na k..? – pyto jeden.
– Kwaśnica!
– Psinco!
– No to co?
– Krzynka piwa!
– No to ci teroz też powiem. Znosz śląski napój na d..?
– Nie?
– Dwie krzynki piwa!
- Antek, jak myślisz co jest bardziej ciężkie kilo pierza albo żelaza? – pyto Francek.
– Ty głuptoku, przecież kilo jest kilo!
– No to jakes taki mądry to spuść se kilo pierza a potem kilo żelaza na nogę a przekonosz się co jest cięższe!
Jeden chłop seblekoł sie i chcioł sie kąpać w Odrze. Naroz zjawio się milicjant i obserwuje go. Jak sie już chłop blank seblek to milicjant podchodzi bliżej i pado:
– Tu nie wolno sie kąpać!
– No to po jakiemu mi tego wcześniej nie pedzieli, przecę widzieli że sie seblekom?
– Bo seblekać sie wolno!
Przyszli roz z powiotu tacy panowie i pytają gospodarza, wiela mu krowa dziennie mleka daje?
– A będzie z 7 litrów!
– A co z tym robicie?
– 3 litry w doma zostają a 7 sprzedowomy spółdzielni.
Roz spotkały sie dwie furmanki. A byli ci chłopi znajomkami.
– Kaj to jedziecie sąsiedzie? – pyto sie ten jeden.
– A dyć spytejcie o to konia!
– No ale chcieliście przecę na targ jechać? A to jest w drugą stronę!
– Toć prowda prawicie, ale będę sie to z koniem wadził?
Jeden pastuch siedzioł se na łące. Patrzy se tak na to piękne niebo i tak se myśli patrząc na te skowronki co po niebie furgają:
Panie Boże, też mogłeś to i tak zrobić, coby i krowy furgać umiały. Byłoby też to pięknie widzieć jak se tak furgają niby te skowronki.
Tak se myśloł i położył sie na trowie i patrzy i spoziero na niebo. Naroz jeden skowroneczek nie wytrzymoł i spuścił mu małą, miękką, mokrą rzecz prosto na gębę. Wtedy sie pastuch zerwoł, zaczął sie wycierać i głośno do nieba zawołoł:
– Dyć Tyś to jednak dobrze wszystko obmyślił Panie Boże! Jakbych jo teraz wyglądoł jakby to krowa zamiast tego skowronka furgała!
Antek i Francek poszli roz do restauracji. Zjedli, wypili i wyszli. Jak byli już na dworze, Antek pyto Francka:
– Ty, czyś ty zgłupioł? Po jakiemu dołeś portierowi aż 100zł?
– A czys ty widzioł jaki on mi doł płaszcz?
- Antek! Co ty tak źle wyglądosz?
– Człowieku dziwisz się? Tako robota! Cały dzień na kolanach!
– A długo tam już robisz?
– No, w poniedziałek mom zacząć.
Antek i Francek wybrali sie do fryzjera. Antek pado po drodze:
– Ty Francek, jakbyś mi tak gwóźdź wbił do głowy, to by se fryzjer zepsuł maszynkę, wyłomoł by zęby, zrobimy to?
– Dobrze pado Francek, bierz i wal!
Antek wziął gwóźdź i chce wbić, ale Francek coś sie zatrząsł.
– Co to? Strach cie oblecioł!
– Nie, ino tak myślę, żebyś tego gwoździa nie minął, bo bych wtedy pieronie prosto w łeb dostoł!
Roz Antek chcioł wypróbować swojego kamrata i pedzioł mu tak:
– Wiesz Francek, jak jo umra, to bych bardzo chcioł, żebyś tak przy mie trzy noce wachowoł. Możesz mi to przysiąc?
– Do ciebie wszystko – pado Francek. – moga i tydzien nawet.
No i dobrze. Antek chcioł sie przekonać, czy to prowda i udowoł umrzyka. Leżoł w trumnie a okiem ukradkiem spozieroł czy Francek umowa dotrzymo. Francek jednak był szewcem i żol mu było tych trzech nocy to se trzewiki do zolowanio przyniósł i kołki wbijoł. Naroz Antek z trumny godo:
– Przy trupie sie nie klupie!
– A umarty mo pysk zawarty – pado Francek.
- Antek pożycz mi 200 złotych.
– No dobrze, ale mom przy sobie ino sto.
– No to dej te sto, a drugie sto będziesz mi winien – pado Francek.
Do Francka przyszoł roz Antek pra, no i pado mu:
– Francek wejrzyj tam ino przez okno, nie chcę ci som powiedzieć, ale zdaje sie, że twojego psa przejechało!
Francek wyjrzoł, spojrzoł i pado:
– Skąd! To przecież nie jest mój Azor.
– No ale wejrzyj se dobrze – pado Antek – to jest na pewno twój pies. Mo taki som czorny ogon z tymi biołymi plamami.
– Dyć ci padom, że to nie jest mój pies! – pado Francek i jeszcze roz wejrzoł a potem dodał:
– Przecież mój pies nie jest taki plaskaty.
- Tato kaj wyście się urodzili? – spytoł roz synek ojca.
– W Bytomiu!
– A mamulka?
– w Opolu.
– A jo?
– W Strzelcach Opolskich.
– No patrzcie, co za szczęście, że my sie tak wszyscy spotkali pra?
Antek z Franckiem robili roz we wsi. No i dobrze. Robią i robią. No ale naroz sie Antek stracił. Francek go poszoł szukać i patrzy, a Antek stoi nad wychodkiem i kijem tam mieszo a mieszo.
– Antek! Coż ty tu robisz?
– Adyć widzisz, że szukom. Żakiet mi tam wpodł i nie mogę go zność.
– Smol go, przecież i tak go już nosić nie będziesz!
– No prowda godosz, ino widzisz w kabzie mom śniadanie – pado Antek i dalej szuko i szuko.
- Antek, powiedz mi po jakiemu Adam z Ewą tak dobrze w raju żyli?
– No to przecież jest proste! Nie mieli teściowej!
Roz Antek z Franckiem szli wele kościoła. Naroz Antek zdjął czopka na znak pozdrowienia.
– Jo myśloł – pado Francek – żeś ty z Panem Bogiem na bakier?
– No bo tak jest – pado Antek – my sie ino pozdrowiomy ale ze sobą nie godomy!
- Francek skąd mosz nowy rower?
– Ach wiesz byłech z Mariką na kąpielisku. Kąpalimy my sie, potem całowali my sie, potem my sie już zaś kąpali, a potem… Marika powiedziała: “A teroz se Francik weź to na co mosz ochotę”. No to mie nie trza dwa razy godać. Łaps za koło i już moje.
Roz jeden chory umarł i dostoł sie do nieba. Święty Pieter go wpuscił i widzi, że ten nieboszczyk sie smieje i smieje, a wniebie to tam tyla śmiechu nie ma.
– Powiedz mi duszo – pado Piotr – po jakiemu ty sie tak śmiejesz?
– A dyć z tego, żech już blisko od godziny tu w niebie a oni mie tam na dole jeszcze operują!
- Panie dochtorze, prędko, prędko, nasz Alojzik złykł korkociąg! – telefonowała matka do dochtora.
– Już lecę, zaroz tam będę, a coście dotąd robili?
– Otwarli my flachę nożem!
Jednego też roz operowali i w środku w brzuchu mu nożyce zostawili. No to też musieli drugi roz operować. Jeszcze dobrze po tej drugiej operacji do siebie nie przyszedł jak wlozł ten dochtór co go operowoł do sali i zawołoł:
– Nie ma tam gdzie mojego parasola?
Chłop z mety zemdloł!
Tatulku – pyto synek – po czym poznać czy kto jest pijany?
– No widzisz Gustliczku, patrz tam idzie dwóch chłopów nie? A jakbych był pijany to bych widzioł czterech – wiesz?
– Ale ojciec! Tam idzie ino jeden!